Archiwum dla Kwiecień, 2009

Almodovar

- Oddychaj, oddychaj - powtarza w myślach Maryla idąc na spotkanie. Jakoś tak ma, że kiedy się denerwuje zapomina o jedzeniu, oddychaniu i całej reszcie. Często zapomina podać rękę, wszystko jej spada, zostawia telefon na stoliku wychodząc i tak dalej. Maryla denewuje się całą soba. Tu i teraz. Bo za chwilę spotka się z Panem Szarmanckim ( dlaczego, o tym w swoim czasie)  i jakoś czuję, że może być fajnie. 
Najgorszy moment w randkowaniu w ciemno to wejście do restauracji, kawiarni, czy gdzie tam się umówiłaś. Wchodzisz i od razu widać, że jesteś niepewna, rozglądasz się, szukasz wzrokiem kogoś, kto choć troszkę przypomina faceta ze zdjęcia i masz wrażenie, że wszyscy się na Ciebie patrzą i WIEDZĄ po co tu przyszłaś – masz randkę w ciemno. Maryli wydaję się, że ma przyszytą wielką, czerwoną literę. No bo wiecie – Maryla troszkę histeryzuje. Ale do rzeczy. 
Maryla wchodzi i robi te wszystkie rzeczy : rozgląda się, szuka wzrokiem wysokiego bruneta, jest niepewna i pluje sobie w brodę, że założyła buty na obcasie. I wtedy czuje dłoń na ramieniu. Pamiętacie takie sceny z filmów ? To taka scena. I Maryla odwraca się, żeby zobaczyć całkiem przystojnego mężczyznę i te jego usta…..O matko, żeby tak od razu się w nie wbić, wbić i pieścić…
- Cześć, Artur. Maryla, prawda?
- Maryla.
- Jesteś taka ładna, jak na zdjęciu…. chodźmy , mam ochotę z Tobą rozmawiać i rozmawiać .
- O…ojej….tak…( te usta, usta…..gżżyy)…no chodźmy .
Rozmawiali przez 6 następnych godzin. Pierwsze 4 naprawdę były takie, jakie być miały.  Almodovara lubię, a lubisz Chambao ? , a znasz tę płytę ? a jak czytałam to…, a wiesz, widziałem ostatnio w Łazienkach……, a sos śmietanowy jak robisz ? 
cdn.

 

Tysiące młoteczków

Fachowcy ze spółdzielni mieszkaniowej zawsze przychodzą nie w porę. Za wcześnie, za późno, kiedy własnie już Maryla wchodzi do wanny, kiedy Maryla ma maseczkę na twarzy. Przychodzą i włażą z błotem na biały dywan, ocierają się o fikusa i pozostawiają po sobie niezwykły fachowcowy smrodek.
No i przyszli znów nie w porę. Dwóch – szef i jego prawa ( a raczej lewa ) ręka. Maryla właśnie decydowała sie na cień do powiek, niekompletnie ubrana, nieco rozanielona.
- Bry, liczniki sprawdzamy .
- Ojej, dzień dobry, ale teraz ?
- No, teraz – wyższy z fachowców lubieżnie przyjrzał się Maryli- szybko będzie.
- Niech będzie.
Tik. Tak. Tik. Tak…..
- No, nie bedzie szybko – skonstatował po 10 minutach niższy ,cmokając pod nosem – coś tu nie działa
- Czyli ile – zapytała Maryla zaciągajac się nieopatrznie zapachem wyższego.
- Się zobaczy.
Po godzinie i 20 minutach, dwóch herbatach, odpieraniu zalotów lubieżnika, Maryla weszła do łazienki i powiedziała :
- Panowie, chcę sobie ułożyć dziś życie, za pół godziny muszę być w centrum i wyglądać, jak milion dolarów. Mam zepsuty samochód, nieumalowane oczy, do cholery, że tak zapytam uprzejmie – kiedy panowie stąd wyjdziecie ??!!!
Cuda się zdarzają, a bóg istnieje. Po 30 minutach, dwóch śmierdząccyh fachowców dostarczyło Marylę swoim starym oplem na miejsce randki. Wcześniej doradzili, jaką sukienkę ma założyć, niższy kazał jej wciągać pończochy ( Kalina – Twoja krew !) , wyższy ( po tym jak się pogodził ze stratą ) przyznał : wygląda panienka zawodowo. No i tak wspierana Maryla, weszła do kawiarni .
cdn.