Archiwum dla Maj, 2009

jazda bez trzymanki

Maryla nie odkleja się od swojej skrzynki mailowej. Bo Pan Szarmacki pisze i pisze i pisze. A Maryla odpisuje. I oboje się nakręcają i lepiej poznają i wymieniają coraz cieplejsze słowa. I Maryla tak bardzo chce wierzyć, że to właśnie TEN. Mr Big, Mr Right, Pan Perfekt…jakkolwiek.
” Maryla, kiedy myślę o Tobie, sam się do siebie uśmiecham. Spotkajmy się w sobotę. Zapraszam Cię do fajnej, galicyjskiej knajpki”
Maryli łopoce serce. Druga randka. A więc będzie i trzecia. Będzie. To pewne.
” Będę. Podaj adres. Nie mogę się doczekać”.
W sobotę Maryla zostawia samochód. Jak kolacja, to i wino. Nie bardzo wie, jak się ubrać bo…mówiłam Wam? Pan Szarmancki zaprosił Marylę do fajnej, galicyjskiej knajpki w ..galerii handlowej. No dobra, może trochę się zdziwiła….właściwie cholernie się zdziwiła, nie ! wiecie co – nikt jej nie zaprosił na kolację do jakiejś knajpy wsadzonej pomiędzy pralnię chemiczną a sklep z karmą dla zwierząt. Ale co tam, Maryla tak bardzo chciała wierzyć. Pojawiła się więc o 19stej w mikroskopijnej, drewianej sali. Maryla myślała, że boazerię po raz ostatni w życiu widziała w „Koglu moglu” . Myliła się, właśnie ją oglądała po raz kolejny. Jasne drewno na ścianach zlewało się z jasnymi drewnianymi stołami a w rogu „fajnej, galicyjskiej knajpki” stało jasne drewniane pianino, na którym starszy pan grał smętne kawałki.
Pan Szarmancki siedział przy jednym z 4ech stolików. Miał jakieś mniej seksowne usta i w ogóle jakoś inaczej wyglądał. Rozpromienił się na widok Maryli.
- Cześć, pięknie wyglądasz. Zjawiskowo.
- Cześć – Maryla zmiękła – dziękuję ( Maryla znów uwierzyła ). Jestem potwornie głodna. 
- Jedz, ja wezmę tylko piwo. 
Hm ( to głos w głowie Maryli) Piwo ? A kolacja ? Piwo ??? Dobra, ja jem. Jem i piję. Piję. 
- Poproszę sałatkę z tuńczykiem i wino – to już Maryla powiedziała na głos. 
Po pierwszym winie Maryla zauważyła, że Pan Szarmancki ma żółte zęby – efekt palenia jednej fajki za drugą. po drugim, poczuła, że ją kompletnie nudzi. Może dlatego, że sam śmiał się ze swoich „żartów” jakimś dziwnym, gardłowym śmiechem, sapał i dłubał w nosie. Opowiadał o drużynach piłkarskich, wymianie silnika w samochodzie i kompletnie nie był zainteresowany opinią Maryli. Inny człowiek ? Nie uwierzycie być może, ale tak, tego dnia była jakiś inny. Był beznadziejnym nudziarzem. 
Po trzecim winie, Maryla delikatnie zasugerowała, że musi już iść do domu. 
- Oczywiście – odpowiedział szarmancko jej partner – wezmę rachunek. 
- Oczywiście , zamówię sobie taksówkę – odpowiedziała Maryla.
Chwila czekania na rachunek trwała w nieskończoność. Starszy pan grał po raz ósmy motyw muzyczny z „Jana Serce”, boazeria skrzypiała a Maryla stukała paznokciem w blat stołu. Było jakoś smutno, krańcowo, nieziemsko beznadziejnie. Ale dopiero miało być NAPRAWDĘ beznadziejnie. Kiedy kelner przyniósł rachunek, Pan Szarmancki rzucił okiem na kawałek papieru, położył go przed Marylą i powiedział:
- Dorzucam 20 złotych.  
Cisza, która zapadła później, tętniła Maryli w głowie. Z kamienną twarzą wzięła rachunek, wyjęła portfel, dorzuciła 80 złotych i wstała.
- Hej, zamówiłaś tę taksę ? - zapytał jak gdyby nigdy nic Pan Szarmancki, podnosząc się z Marylą – może byś mnie podrzuciła do metra ?
- Zamówiłam. Wychodzę. Dorzuciłam resztę. Nie znoszę starych dziadów grających smętne kawałki i młodych dupków dłubiąych w nosie. Cześć.
Sama nie wierzyła, że to zrobiła. Sama nie wie, jak przeszła w szpilkach po tej cholernej podłodze z drewna i nie wywinęła orła. Spała spokojnie. Lżejsza o 80 złotych i 20 za taksówkę. I bogatsza o nową, towarzyską anegdotę. 

 

Ciąg dalszy nastąpił

Jak wygląda kobieta po nieoczekiwanie fajnej randce?
Jak Maryla. Wstaje rano jakoś wolniej, przeciąga się rozkosznie i myśli sobie, że jest niebywale seksowna. Jak Kim Basinger w „9 i pół tygodnia”, albo raczej jak Zeta – Jones w „Chicago”. Nawet piersi jej jakoś w nocy urosły. No dobrze, tu może Maryla jednak trochę przesadza…
Tak, czy siak, poranek jest cudownie powolny i absolutnie przemiły. W drodze do pracy, Maryla przypomina sobie wczorajszy wieczór. Patrzył tak głęboko w jej oczy….i miał ciepły głos….i oboje kochają Almodovara….i jak szedł do toalety ( a szedł ze 4 razy) Maryla dostawała smsy o treści ” Jest magicznie” . 
” Myślałaś, co robił drugą ręką ?” – zapytała ją później Kalina. Ale wracając…było w sumie magicznie. Chociaż jakoś pod koniec spotkania Maryla się nudziła….
Stop. Nudziła się ? No może trochę, kiedy Pan Szarmancki zaczął wygłaszać teorie na temat wspólnych zakupów ( rozumiesz, kobieta idzie sobie do sklepu, facet na piwo i wiesz,wtedy się nie pokłócą) o roli kobiety w rodzinie ( lubię, jak kobieta gotuje codziennie)  i kiedy ciągle powtarzał, że został tak wychowany, że szanuje kobiety i jest wobec nich szarmancki. Maryla zaczęła być lekko podejrzliwa. Lekko. Dlatego dziś rano pamiętała tylko miłe momenty. To takie charakterystyczne - kobiety pamiętają same przyjemne rzeczy, nawet kiedy związek był do bani. I tak cudownie usprawiedliwiają mężczyzn obarczając się winą za nieudaną randkę, niedosoloną zupę i inne spożywczo-życiowe sprawy.
A może, w przypadku Pana Szarmanckiego, Maryla w padła w pułapkę „chcę być z kimś tu i teraz”? A może fajnie było dostać kilka przemiłych smsów od rana, że jest piękna, że było cudownie, że ma takie niesamowite oczy….
- Jak było lalka – Ala zadzwoniła po 9tej.
- Wiesz no spędziliśmy razem 6 godzin…i wiesz…..no nieźle…wiesz..taka jakaś uskrzydlona jestem…
- Jezu Maryla. Ja miałam krótsze randki z męzem.
- No wiem, ale on jest nudziarzem – Maryla uwielbiała droczyć się z  Alą .
- Głupia jesteś. Mój mąż jest mistrzem dowcipu i bogiem seksem. Zadzwoń po następnej randce bo czuję, że będzie.
I Maryla zapragnęła umówić się z Panem Szarmanckim raz jeszcze. Chociaż coś tam w środku dawało nieśmiałe znaki, że może jednak nie. Zapnijcie pasy – następne spotkanie to będzie jazda bez trzymanki.