Archiwum dla Marzec, 2010

Ostracyzm towarzyski

- Nie macie wrażenia, że te tartinki śmierdzą pastą do podłóg ?

- Kośka, nie, nie śmierdzą .
- Poza tym tartinki jedzą w Klubie Szalonych Dziewic. My jemy kanapki. 

Kośka. Trzeci miesiąc ciąży. Wciąż coś jej śmierdzi, wciąż gubi telefon, zapomina o spotkaniach i nagle płacze. 
No i teraz płacze właśnie.

- Kurde, jakie wy jesteście nieczuuułeeeee…pozbawione uczuć jesteście..
- O Boże, Kośka , no dobra śmierdzą te TARTINKI – krzyczą Maryla, Ala i Kalina. 

No i lepiej. Po burzy.

- Wiecie co lalki. Cierpię ostatnio na ostracyzm towarzyski.
- No co ty Alka ?
- Kojarzycie jak to jest być singlem ? Nie zapraszają Cię na imprezy, gdzie są pary żebyś się nie czuła jak Bridget Jones, a jak idziesz na wesele to gorączkowo szukasz pary. Wiecie o co chodzi  ?
- No raczej – mówi Maryla
- No raczej – to Kalina
- Ej no….- Kośka chlipie ( wciąż nie wiadomo, kto jest ojcem dziecka Konstancji, więc jakby …no…jest singlem) 
- No więc, jak jesteś singlem to Cię na zapraszają ci sparowani bo kurde możesz być zagrożeniem – kontynuuje Ala….
- No, ale nie jesteś singlem, chciałam Ci przypomnieć – Kalina wtrąca kontrolnie.
- Dajcie dokończyć noo ! Bo ja odkryłam, że to działa też w drugą stronę. No więc, jak jesteś w parze to nagle Twoi znajomi z pracy, którzy są wciąż singlami przestają Cię zauważać. Nie istnieję, nie zapraszają mnie na imprezy, BO MAM MĘŻA i w związku z tym jestem drętwa. Jakbym wstąpiła do klubu „no party” Czaicie  ?
- I czujesz się jakbyś miała rybią łuskę jak Bridget – pyta Kalina
- No, mam łuskę. 
- I dobrze Ci tak – mówi Kośka. I wybucha płaczem. 
Maryla idzie dorobić kanapki. 




Marcel – mistrz riposty

 I tak sobie szła Maryla i szła. Uśmiechała się pod nosem. I doszła. I zobaczyła. I jezus maria.
No dobrze, bez emocji.
Tak oto przebiegło spotkanie Maryli z Marcelem, mistrzem dyplomacji, celnej riposty i demonem stylizacji w jednym.

Odslona 1.Powitanie

Cóż. Śmiało można powiedzieć o rozczarowaniu estetycznym. Kiedy Maryla zobaczyła Marcela, przypomniała sobie żart Ali z deską klozetową… Okrutne ? E tam. Czytajcie dalej. Maryla pożałowała, że nie jest asertywna, eee…złe słowo, raczej zdecydowana,  i na widok faceta nie dała nura w najbliższą bramę. Dość znęcania się – wyglądał mega słabo, całości dopełniała za wielką kurtką w kratę. Kwintesencja ofiary losu. Nic dodać, nic ująć. Ale , jak wiecie, Maryla nie takie kurtki widziała i z niejednej kurtki chleb jadła. Czy jakoś tak. No i jej miękkie serce najpierw pomyślało, że takiemu człowiekowi nie można wyrządzić krzywdy. Że taki człowiek tego nie zniesie. A więc :
- Cześć, Maryla
- Cześć Marcel jestem. Zarezerwowałem stolik. Dają tu super makaron.
Ej , może będzie miło – pomyślała kobieta z lokami na głowie.


Odsłona 2. Stolik

- Dzień dobry – zarezerwowałem tu stolik – nieśmiało zwrócił się do kelnerki 35letni mężczyzna w widocznymi zakolami.
- Zaraz sprawdzę. Pan Iksiński ? Proszę za mną.
Maryla i Marcel poszli więc za nią. I doszli..
- Oto państwa stolik.

I tu Marcel stał się ..hm..jakby innym człowiekiem
- Cooooooooooooooooo? – jego twarz nagle stała się purpurowa z wściekłości - Coooo? Pani żartuje ! Pani jest bezczelna ! Rezerwowałem stoli w pierwszej sali. Proszę natychmiast to sprawdzić. Natychmiast ! Ja się domagam !
Maryla zamarła. Zamarła i zamarła po stokroć.
- Dobrze, oczywiście, znajdę coś… dla Państwa ….w pierwszej sali – wydukała kelnerka.
Maryla myślała, że umrze idąc za kurtką w kratkę przez dwa kolejne pomieszczenia. I wiecie co, wciąż jeszcze nie uciekła. Jak malowane cielę ( czemu ono jest malowane? ) przydreptała do wskazanego stolika i usiadła z Marcelem.

Odsłona 3. Menu

- No widzisz, teraz mamy taki piękny widok. No zamów sobie, co chcesz Marylko.
Człowiek Diabeł znów stał się Marcelem. Słodkim , zagubionym Marcelkiem sprzed 15stu minut.
- Kluchy jakiekolwiek z czymkolwiek poproszę – zamówiła Maryla.
- Oj, naprawdę ? A ja poproszę lasagne ze szpinakiem, ale zamiast szpinaku borkuły, zamiast sera zwykłego, ser owczy i dodatkowo oliwki oraz kapary. Wodę bez gazu z cytryną, ale bez pestek i w temperaturze pokojowej. Acha i proszę wymienić ten widelec. Jest brudny.
Maryla natychmiast przypomniała sobie, że ma nierówno spiłowane paznokcie, nieco pogniecioną spódnicę i coś na pewno jeszcze jest nie tak. Zaczęła się stresować już na serio.

 

Odsłona 4. Sprawy narodowościowe

Wszystko jednakowoż dopiero miało się wydarzyć.
- No więc, ja wiesz kocham operę . Kocham nad życie – ciągnał Marcel .(Minęła już godzina, a żadna z przyjaciółek Maryli nie zadzwoniła. Cholera, jak nie potrzebuję, to dzwonią co chwila – myślała patrząc na rude brwi Marcela) Kocham i wiesz wzruszam się na Carmen, płaczę po prostu. A Ty Marylko, tak zamilkłaś. Jest coś, co lubisz szczególnie ?
-  No cóż, ja nie jestem szczególną fanką opery ( zmarszczenie brwi Marcela ), ale uwielbiam kino. Europejskie, ale odkrywam ostatnio kino dalekiego wschodu…
- Przestań, przecież oni się nie myją ! A jak śmierdzi to ich żarcie ! Oszalałaś ??????

- Marcel…chyba przesadzasz …
- Może mi jeszcze powiesz, że lubisz filmy z tymi bambusami co ?
- Z czym – Maryla kompletnie zgłupiała-
- Z Murzynami, no ? Może jeszcze tych dzikusów lubisz, co ? – wykrzyczał Marcel.
Jeśli myślicie siostry i bracia, że Maryla wzięła ten kolejny atak na klatę, to mylicie się. Zacisnęła usta, odłożyła równo widelec ( no dobra to było teatralne), wstała, otrzepała spódnicę i wyszła.
Jako mgliste wspomnienie majaczy jej krzyczący za plecami Marcel. Krótko bo zaraz pojawił się knajpiany ochroniarz i wyprowadził go na zaplecze.
A Maryla szła do domu i myślała, że nigdy nie skończy się śmiać.
 
 
 

 

w deskę

Nawet gdybyśmy ją przypalały, nawet gdybyśmy zakazały jeść lodów pistacjowych, nawet za cenę zabrania ukochanego Filemona i sprzedania go do chińskiej budy. 

Nie, nie i nie. Konstancja nie powie nam, kto jest..hm..współudziałowcem ciąży. 
Po prostu niech nas ściska w dołkach. 
Maryla podskórnie rozumie Kosię. Chociaż jej głowa w lokach mieli też inny temat – randkę, na którą właśnie idzie. 
Bo zanim Kośka wypaliła z nowiną, Maryla nawiązała kontakt z bardzo obiecującym blondasem. Obietnica była zawarta w niewyraźnym uśmiechu wyżej wymienionego, którym obdarzał świat na niewyraźnym zdjęciu. Słowo ” niewyraźny” ma tu zasadnicze znaczenie.
Maryla rozmawiała z Marcelem ( eche, tak właśnie) przez telefon kilka razy. Całkiem doprawdy sympatyczne to były rozmowy. Może momentami nieco zasadnicze, ale hej, no bez przesady. 
Oczami wyobraźni widziała blondyna, który odstawił właśnie deskę ( sedesową – rechotała Ala) ..otóż nie – surfingową !. No więc, który odstawił tę deskę ( do prasowania – kpiła Kalina)  …jezu….
Nie ważne, co miała w wyobraźni Maryla. 
Szła machając lokami z nadzieją na makaron i miłą rozmowę. W następnym rozdziale Szanowny Czytelnik dowie się, gdzie obecnie przebywają dr Jekyll i mr Hyde.