- No i to on. Jego dziecko noszę w brzuchu – skończyła opowiadać swoją historię Kosia. 

Czekały na to 7 miesięcy. Kośka mogła sobie stawiać na brzuchu tacę z jedzeniem a one wciąż nie wiedziały. Do teraz. 
- Ja pierdzielę – jęknęła Kalina – Kośka,nie mogłaś nam wcześniej powiedzieć ? Znalazłybyśmy go !
- E tam. Nie jest mi do niczego potrzebny. Mam Was – wychlipała Kosia.
Na chwilę je zostawmy, bo chcę Wam szybko opowiedzieć, jak 7 miesięcy temu nasza bohaterka udostępniła przypadkowemu adoratorowi komórkę jajową. W jesienny, lekko depresyjny wieczór, Konstancja zamówiła pizzę. Miała ogromną ochotę na kalorie i lejący się pomiędzy palcami , roztopiony ser. Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi i kiedy podbiegła do nich rozochocona, zdała sobie sprawę z tego, że nie ma pieniędzy. Ani grosza, ani centa, ani dinara. Null.
- Dobry wieczór, pizza – powiedział miły młody człowiek z pizzą.
- Dobry wieczór, nie mam pieniędzy – wyszeptała zawstydzona Konstancja. 
- Mhm. To czemu zamówiła pani jedzenie ?
- Bo jestem głodna – odpowiedziała przytomnie pytana. 
- Ale zapłacić trzeba.
- To może wejdzie pan na herbatę – to jedyne , co przyszło mi do głowy -zarzekała się później Kośka. 
Później było naprawdę miło. Michał obiecał, że zapłaci za pizzę, w sumie i tak na drugi dzień miał lecieć do Londynu, do pracy. Kośka wzruszona tą szczodrością zaproponowała wino. A po godzinie, z ogromnej wdzięczności poszła z nim do łóżka. Michał po 3ech godzinach wyszedł z obietnicą odezwania się z Londynu. Nie odezwał się, a Kośka po miesiącu zrobiła test. I ciążowy i na obecność wirusa HIV.
-  Ciążowy jak widzicie pozytywny, drugi negatywny – powiedziała przyjaciółkom.
-  Jezu, chociaż tyle….
-  Ala ! – krzyknęły jednocześnie Kalina i Maryla – daj spokój, już niczego nie cofniemy. Ważne, że Kosia zdrowa i dziecko też. I że będzie dziewczyna .
-  I jak będzie miała na imię – Margarita ? – wysyczała Ala 
- Wybaczam Ci – uśmiechnęła się Kośka – wybaczam bo Ci teraz ciężko a poza tym ważę ze sto kilo i nie mam siły Ci przywalić. Ale, jak urodzę i będziesz się wciąż czepiać, ja i Margarita wyrwiemy Ci wszystkie włosy !
„Jak ja je kocham” pomyślała tymczasem Maryla pełna dobrych przeczuć i spokoju co do Kosi. Patrząc na dogryzające sobie przyjaciółki, poczuła się najbezpieczniej na świecie. I cieszyła się tym momentem bo coś jej podpowiadało, że najbliższy tydzień nie będzie dla niej najłatwiejszy.