Maryla nigdy,przenigdy nie powinna była ignorować swojej intuicji. 

Od kilku dni czuła, że z Norwegiem jednak coś jest nie tak. 
Bo :
1. rzadziej i mniej wylewnie pisał
2. rzadziej i mniej wylewnie dzwonił 
3. nie trzymał jej już kurczowo za rękę ( nie kiedy pisał i dzwonił, tylko kiedy się już spotykali )
4. nie odsuwał jej grzywki z czoła z rozanielonym uśmiechem
5. nerwowo sprawdzał ekran telefonu

No i się posrało. 
Otóż po drętwej kolacji, podczas której Norweg trzymał się punktów 3, 4 i 5 , oświadczył Maryli, że oprócz faktu posiadania dzieci, ma jej do oznajmienia jeszcze jeden fakt. Taki oto, że właściwie to on ma żonę. Przebywa ona w Norwegii, w pięknym domu na fiordach z jego pięknymi dziećmi. Oczekuje go co tydzień z łososiem i ziemniakami z wody. No i właściwie to on Marylę naprawdę polubił i dlatego tak trudno było mu to wszystko powiedzieć. Historia w sumie była nieco dłuższa, przeplatana westchnieniami, mrużeniem oczu i łapaniem się za serce. No ale Maryla zapamiętała powyższe.
- Acha – odpowiedziała na to wszystko. Podniosła filiżankę z gorącą herbatą, wylała mu zawartość na krocze i w asyście wrzasków Norwega wyszła z restauracji. Popłakała się dopiero w samochodzie, a później pojechała do Kośki i małej Matyldy. Wtuliła się w usmarkany przez malutką koc i zasnęła marząc o wykastrowaniu dupków z północy Europy.
Rano odebrała rozpaczliwy mail od Norwega, w którym pisał, że spędził noc na ostrym dyżurze bo jego norweskie przyrodzenie zostało poparzone. Maryla zamknęła laptopa, spojrzała w lustro i zaczęła się śmiać.