Maryla nie byłaby Marylą, gdyby wszystko poszło gładko.

No więc nie poszło.  Bo jak inaczej nazwać rozwód . Po latach tłustych, przyszły chude, co mogłoby zabrzmieć smutno gdyby nie fakt , że dzięki temu Maryla wraca na bloga by snuć dalej swoją historię. Po sprzedaniu obrączki i pierścienia zaręczynowego ( z wielkim diamentem) Maryla spędziła upojny weekend w Madrycie. Z tej perspektywy świat wydał się całkiem przyjazny. Jose czy Pedro ( po prostu nie ma pamięci do imion) doskonale umiał przeprowadzać sztuczne oddychanie kobietom po rozwodach.

- Wracam na rynek – oznajmiła Maryla przyjaciółkom po powrocie i zrobiła sobie botox. Na czole, żeby przestać się dziwić i znacząco podnosić brew. No ale, ale…nie możecie iść dalej za Marylą nie wiedząc co wydarzyło się wcześniej.

W tej historii niezbędny jest mąż więc opowieść trzeba zacząć od początku wielkiej miłości .

Choć dziś „wielka miłość” to ostatnie, co Maryla powiedziałaby o swoim małżeństwie.

Teraz to nie znaczenia, potraktujcie to jako niepotrzebną, kąśliwą uwagę Maryli.

 

Previously in Maryla’s life 

W pewien kwietniowy dzień sugerujący, że zbliża się wiosna, Maryla dręczona wyrzutami sumienia poszła na urodziny Ali. Dręczona bo tak mało uwagi poświęcała swoim przyjaciołom i bardziej skupiała się na lizaniu swoich ran. Więc poszła choć miała słabszy dzień ,a włosy jakoś się nie ułożyły. Poświęciła za to dużo uwagi wątkowi butów – kozaki bo jeszcze niby zimno, czy baleriny bo niby wiosna daje znaki? Dylemat ten został  w końcu rozwiązany na rzecz kozaków bo przecież i tak włosy się nie ułożyły więc naprawdę nie ma sensu przykładać wagi do dolnych partii sylwetki.

Poszła. Było miło.

Wkurzał ją tylko jeden chłopak, którego Alia posadziła tuz obok. Pewny siebie, gadatliwy, nadskakujący , kompletnie nie w typie Maryli.

I do tego chyba młodszy, a przecież Maryla to dojrzała i odpowiedzialna kobieta z klasą. Hello.

Maryla z ulga wróciła do domu, włożyła stopery do uszu i położyła się spać w wielkim łóżku. Sama.

Obudziła się sama, wyjęła stopery i zjadła śniadanie. Oszczędzając Wam szczegółów przygotowań Maryli do wyjścia z domu,  gdzieś koło południa przyszedł mail od jakiegoś Tomasza.

- Tomasz? – zamyśliła się Maryla .

„Droga Marylo, nasze wczorajsze spotkanie było inspirujące. Doceń fakt, że zdobyłem kontakt do Ciebie i umów się ze mną”

- Tomasz ? – zastanowiła się znów Maryla – Aaaaa, Tomasz !

I podczas kolegium, i jedzenia obiadu odgrzanego w mikrofali i podczas poprawiania makijażu myślała co odpowiedzieć na tak przecież miłego maila.

 

„Tomaszu, mnie tez było bardzo miło Cię poznać. Co proponujesz?”

 

- No może dużo gadał i może bez sensu, ale w sumie jest dość interesujący i w sumie jedno spotkanie….wiesz. Dla rozrywki – tłumaczyła tego samego wieczoru Ali

- Ja się tak cieszę , nie ukrywam , że zaprosiłam go specjalnie – piszczała z radości przyjaciółka – I dałam mu Twojego maila. Ale wiesz – zniżyła głos – on jest hm…młodszy…

- Phi. I co – prychnęła Maryla bojowo bo właśnie wykalkulowała sobie, że młodość to wspaniała rzecz

- Dużo młodszy….

- Trzy lata ? – strzeliła Maryla

-  Więcej….

-   Pięć  ? – jęknęła Maryla

-   Yyyyy, no więcej

-  Szmata z Ciebie – warknęła Maryla zastanawiając sie czy już umiała czytać kiedy Tomasz pojawił się na świecie

-  Dziesięć lat Marylko …ale Ty tak młodo wyglądasz….- stękała Alicja – może on nawet pamięta stan wojenny. Albo rodzice mu opowiadali. Albo jest oczytany. No Marylka , nie musisz od razy wychodzić za niego za mąż

-  ……..

- Marylka !

- ………..

- Dobra, zdzwonimy się jutro.